Jacek - kowal, który dźwiga niebo nad Siedlcami
Na rynku w Siedlcach, na szczycie wieży dawnego ratusza, stoi mężczyzna i dźwiga na barkach złotą kulę. Widać go z daleka - i z daleka wygląda jak zwykły Atlas. Dopiero gdy podejdziesz bliżej i zapytasz kogokolwiek z miasta, dowiesz się, że to nie Atlas. To Jacek. I że ta kula to nie świat. To wina.
Kowal z rynku
Siedlce w XVIII wieku to miasto księżnej Aleksandry Ogińskiej - kobiety, która zbudowała tu niemal wszystko, co dziś uznajemy za warte zobaczenia: pałac, park, teatr, ratusz. Przy jej dworze kręciło się mnóstwo ludzi i jednym z nich był Jacek - w jednych wersjach kowal, w innych lokaj, w jeszcze innych po prostu ulubieniec księżnej, typ silny, porywczy i niekoniecznie mądry.
Podczas budowy ratusza Jacek wdał się w bójkę z jednym z majstrów. Bójka skończyła się tragicznie - zrzucił go z dachu. Wygnano go z miasta. Ale księżna, z powodów, których źródła nie wyjaśniają do końca (sentyment? humor? demonstracja władzy?), kazała uwiecznić jego postać na szczycie wieży - jako Atlasa dźwigającego glob.
I tak kowal z rynku stanął nad rynkiem. Skazany na to, by po wsze czasy dźwigać na barkach ciężar tego, co zrobił. Nie więzienie, nie szubienica - coś gorszego: wieczna widoczność. Każdy patrzy, nikt nie zapomina.
Polonez o dwunastej
Stań pod wieżą w samo południe. Z góry rozlega się polonez Michała Kleofasa Ogińskiego „Pożegnanie Ojczyzny” - i nagle cały ten plac robi się o kilka stopni bardziej melancholijny. Jacek dźwiga swoją kulę, polonez płynie nad dachami, a ty stoisz na dole i myślisz o tym, że to miasto ma dziwny dar: potrafi zamknąć w jednym obrazie wieczne pożegnanie i wieczną karę.
W ratuszu dziś mieści się Muzeum Regionalne - z archeologią, etnografią, numizmatyką i, co zaskakujące, największą w Polsce kolekcją części niemieckich rakiet V2.
Ile w tym prawdy
Jak to z legendami bywa - ile wersji, tyle Jacków. W jednej jest kowalem, w drugiej lokajem. W jednej zabija majstra, w drugiej tylko go zrzuca (i tamten przeżywa). W jednej księżna go kocha, w drugiej się nad nim lituje, w trzeciej się z niego naśmiewa. Ale jedno jest wspólne: Jacek jest skazany na dźwiganie - i z tej kary nie ma odwołania.
Historycznie ratusz powstał w latach 1764-1776, a figurę na szczycie zamontowano zapewne od początku. Czy był prawdziwy Jacek? Pewnie tak - legendy rzadko biorą się zupełnie znikąd. Ale to, co z niego zrobiono, jest ciekawsze niż to, kim był naprawdę. Bo Siedlce nie postawiły pomnika bohaterowi. Postawiły pomnik winowajcy.
Dwie głowy, jedno wino
Na etykiecie naszego rocznika 2024 Solaris Musc(ul)aris jest troll kamienny z pustkowia, który dźwiga na głowie słońce. Trolle nie znoszą słońca - każdy to wie - więc to trochę paradoks: stwór, który niesie to, co go niszczy. Ale jeśli stoisz pod ratuszem w Siedlcach i patrzysz na Jacka dźwigającego glob na wieży, skojarzenie przyjdzie samo. Nasz troll to taki pustkowiowy Jacek - skazany na dźwiganie czegoś, od czego nie może uciec.
To wino jest jak ta legenda: paradoksalne. Solaris daje strukturę i siłę - to on dźwiga. Muscaris dokłada aromat i lekkość - to co sprawia, że ciężar jest znośny. Razem tworzą coś, co nie powinno działać, a działa.
Byłeś pod ratuszem w samo południe? Słyszałeś polonez z wieży? Napisz do nas - zbieramy te historie.