Siedlce mają swoje muzea i swój obraz, ale okolica ma swoje opowieści - z gatunku tych, które starsi ludzie ściszają głos, żeby opowiedzieć. To pogranicze mazowiecko-podlaskie zawsze było gęste od słowiańskich demonów: licho w spróchniałej wierzbie, topielec w czarnej wodzie, baba o żelaznych zębach w zbożu. Zebraliśmy te, które krążą najbliżej naszego pustkowia.
Postać o ciele kobiety i głowie konia, która wychodzi spomiędzy drzew o szarej godzinie. Nie krzywdzi. Nie straszy. Przypomina - tylko każdy o czym innym. Nasz rocznik 2024 nosi jej imię: sab(w)Ina.
Słowiański demon pól, znany też jako Żytnia Baba: czasem piękna dziewczyna z sierpem, czasem starucha w łachmanach. Karała tych, którzy pracowali w największy upał - usypiała ich śpiewem albo zadawała zagadki, a kto nie umiał odpowiedzieć, tracił zmysły. Stąd stara mądrość: w południe się odpoczywa. Także w winnicy.
Muchawka płynie niedaleko naszej winnicy, a dalej wpada do Liwca, który meandruje aż pod zamek w Liwu. Woda w słowiańskim świecie nigdy nie była niewinna - w zakolach i bagnach miały mieszkać topielce: dusze tych, co utonęli, wabiące nieostrożnych w głębinę. Pod Iganiami w 1831 roku naprawdę potonęli w tych bagnach żołnierze. Gdy wieczorem mgła kładzie się nad rzeką, łatwiej zrozumieć, skąd te opowieści.
Niemal każdy zamek ma swoją Białą Damę - Liw ma Żółtą. Duch Ludwiki, żony kasztelana, skazanej na śmierć za rzekomą zdradę. Pierścień znaleziono w sroczym gnieździe - sroka, nie kochanek. Kasztelan rzucił się z baszty, a Ludwika błąka się po murach w złotej sukni, w każdą pełnię o północy. Niesłusznie skazana, wiecznie niewinna.
Figura mężczyzny dźwigającego złoty glob na szczycie wieży ratusza. Legenda mówi o kowalu - ulubieńcu księżnej Ogińskiej - który wdał się w bójkę i zrzucił majstra z dachu. Wygnano go, ale księżna kazała uwiecznić jego postać. Atlas z rynku to miejscowy kowal, skazany na wieczne dźwiganie ciężaru własnej winy. W południe z wieży płynie polonez Ogińskiego.
10 kwietnia 1831 roku wojska polskie gen. Prądzyńskiego rozbiły tu dwukrotnie liczniejszy korpus rosyjski. Rosjanie bronili przeprawy przez Muchawkę - tę samą, która płynie obok winnicy. Jedno z najświetniejszych, a najbardziej zapomnianych zwycięstw powstania listopadowego - spektakularny sukces, którego naczelne dowództwo nie wykorzystało. Pomnik z 1931 roku stoi wśród zieleni przy szosie.
Zbieramy te opowieści, zanim znikną. Jeśli słyszałeś coś o lesie pod Wołyńcami, o Muchawce albo o okolicznych duchach - napisz do nas.
Napisz do nas