Wołyńce-Kolonia · Wschodnie Mazowsze

Wino z
Pustkowia.

Młoda polska winnica na wschodnim Mazowszu. Uprawiamy winorośl z pasją i szacunkiem do ziemi, produkując wina, które opowiadają historię naszego terroir.

Winnica
Pustkowie
okolice Siedlec, Mazowsze
WINNICA
polska
RZEMIOSŁO
Winorośle na winnicy
Winnica zimą
System nawadniania

„Ziemia tutaj jest ciężka, ale winorośl się nie poddaje — my też nie."

Michał S. — winiarz
Winnica Pustkowie Wschodnie Mazowsze Wina naturalne Zbiór ręczny Wołyńce-Kolonia Tech winnica
O winnicy

Młoda winnica,
wielkie
marzenia.

Winnica Pustkowie to młoda polska winnica położona na wschodnim Mazowszu, w malowniczej okolicy Wołyniec-Kolonii, w pobliżu Siedlec. Uprawiamy winorośl z szacunkiem do tradycji i natury.

Nasze wina rodzą się z połączenia pasji, cierpliwości i unikalnego terroir wschodniego Mazowsza. Każdy rocznik jest odzwierciedleniem charakteru ziemi i klimatu tego miejsca.

Ochrona winnicy
Sterownik nawadniania
Dziennik winnicy

Z pola,
na głos.

Sabina - kobieta z głową konia z lasu pod Wołyńcami
31 maj 2026, 00:00

Sabina - kobieta z głową konia z lasu pod Wołyńcami

Tej legendy nie znajdziesz w żadnym przewodniku ani zbiorze podań. Usłyszeliśmy ją przy ognisku, od człowieka stąd - i o ile nam wiadomo, nikt jej nigdy nie spisał. Spisujemy więc my, zanim zgaśnie, bo legenda, której nikt nie opowiada, umiera naprawdę.

Między Wołyńcami a Starymi Przyworami ciągnie się las. Niby zwyczajny - sosna, brzoza, piaszczysta droga przez środek, taka, jakich pod Siedlcami setki. A jednak miejscowi mają o nim swoje zdanie i niektórzy o zmierzchu wolą nadłożyć drogi naokoło, niż jechać przez sam środek. Bo w tym lesie mieszka Sabina.

Kim jest Sabina

Sabina ma ciało kobiety i głowę konia. Tak ją opisywano zawsze - nie pół-zwierzę, nie maszkara, tylko właśnie to: postać, która stoi prosto jak człowiek, a patrzy na ciebie długą, końską głową, spokojnie i bez gniewu. Mówią, że to ten spokój jest w niej najgorszy. Nie rzuca się, nie goni. Po prostu jest - i już wie o tobie wszystko.

Dawniej, gdy przez las jeździło się furmanką albo szło piechotą, Sabina wychodziła spomiędzy drzew o szarej godzinie. Czasy się jednak zmieniły, a ona nie. Zmieniła tylko zwyczaje.

Sabina i samochody

Dziś Sabina wygląda samochodów. Stoi gdzieś w gęstwinie przy drodze i przypatruje się autom przejeżdżającym przez las. Wybiera. A gdy już wybierze - przenosi się. Bez dźwięku, bez ruchu, bez otwartych drzwi.

Po prostu w pewnym momencie kierowca czuje, że nie jest już sam. Zerka w lusterko wsteczne i widzi ją: na tylnym siedzeniu, długą głowę przy zagłówku, oczy wpatrzone wprost w jego oczy w lustrze. Nie odzywa się. Jedzie z tobą, póki las się nie skończy. A gdy wyjedziesz spomiędzy ostatnich drzew - lusterko znów pokazuje puste siedzenie.

Najbardziej znana wersja mówi, że raz Sabinie nie wystarczył nawet samochód. Pewien człowiek wracał przez las nocą na Simsonie - tym starym, dwusuwowym motorowerze, co go słychać kilometr przed i kilometr za. I w połowie lasu poczuł na plecach ciężar. Nie obejrzał się. Dojechał do skraju lasu szybciej, niż ten Simson kiedykolwiek jeździł, a gdy stanął pod latarnią i wreszcie spojrzał za siebie - nie było nikogo. Tylko silnik dziwnie stukał jeszcze przez chwilę, jakby ktoś z tyłu trzymał.

Co Sabina robi tym, których wybierze

Nic. I to jest cała groza tej opowieści.

Sabina nie krzywdzi. Nie dusi, nie ściąga z drogi, nie sprowadza w rów. Po prostu jedzie z tobą i patrzy. A człowiek, gdy go ktoś tak odprowadzi przez ciemny las - patrząc mu w oczy całą drogę i milcząc - wysiada na końcu trochę inny. Jakby przez te kilka kilometrów musiał przejrzeć się w czymś, czego na co dzień się nie ogląda. Starzy mówili, że Sabina nie straszy. Sabina przypomina. Tylko każdy o czym innym.

Może dlatego ci, którzy ją spotkali, rzadko o tym opowiadają wprost. Łatwiej zażartować przy ognisku, że „a, to ta z końskim łbem z lasu pod Przyworami”, niż przyznać, co się samemu w tym lusterku zobaczyło.

Skąd jest Sabina

Nikt tego nie wie i to jest w niej najstarsze.

Postać kobiety z głową konia nie wzięła się tu z niczego - i nie wzięła się tylko tutaj. Daleko stąd, w greckiej Arkadii, w grocie na zboczu góry stał drewniany posąg bogini o końskiej głowie i wężowych włosach. Czarna Bogini, odziana w żałobę, która obraziła się na świat i zamknęła w ciemności - a kiedy o niej zapomniano i posąg spłonął, na całą krainę spadł nieurodzaj. Pola przestały rodzić, bo przestano ją opowiadać. Jeszcze dalej, aż w Indiach, czczono boga z końską głową w dwóch obliczach: łagodnego opiekuna wiedzy i gniewnego strażnika, który usuwa z drogi to, co trzeba usunąć. A pomiędzy nimi, przez Irlandię i Walię, szła cała rodzina bogiń-klaczy - pań urodzaju, płodności i nieubłaganej sprawiedliwości.

Każdy lud na tej drodze dawał jej inną twarz i inne imię. Żaden nie wymyślił jej pierwszy. Tu, na naszej ziemi, Słowianie nosili koński łeb na kiju, kolędując o urodzaj od progu do progu, i zakopywali końską czaszkę pod węgłem domu, żeby pilnowała śpiących. Potem nazwali ją po swojemu, swojskim, ludzkim imieniem - jakby tak łatwiej. Sabina. Ale to imię jest młodsze od niej o tysiąclecia.

Dlatego nie krzywdzi i dlatego nie odchodzi. Pilnuje - bo zawsze była tą, którą stawia się na progu, żeby strzegła przejścia. Tyle że dom, którego pilnowała, dawno zniknął, więc strzeże jedynego, co jeszcze tędy przechodzi: drogi i tych, co nią jadą. A że pamięta urodzaj, gniew i żałobę dawniej, niż ktokolwiek tu mieszkał, patrzy na ciebie tak, jakby już raz cię widziała. Bo może widziała. Kogoś takiego jak ty.

I jeszcze jedno, najstarsze ostrzeżenie ze wszystkich: tamtą koniogłową boginię z groty zgubiło to, że o niej zapomniano. Więc opowiadamy Sabinę dalej. Tak na wszelki wypadek.

Dla tych, którzy lubią wiedzieć, skąd:

Gdyby Sabina trafiła do mitologów, mieliby na nią gotowe imiona. Grecy nazwali tę koniogłową boginię z arkadyjskiej groty Demeter Melaina - Czarną Demeter (opisał ją Pauzaniasz w II w. n.e.). Dali jej też dwa przydomki, które brzmią jak portret naszej Sabiny: Aganippe - “klacz, która niszczy z łaską”, oraz Erinys - “nieubłagana”, ta, która wyrównuje rachunki i przeraża sprawców zła, nie z gniewu, lecz dla sprawiedliwości. Niszczy z łaską i jest nieubłagana, a jednak nikogo nie ściga - po prostu przypomina.

W Indiach ten sam koniogłowy kształt nazwano Hajagriwa i widziano w nim dwie natury naraz: łagodnego boga wiedzy i gniewnego strażnika, co usuwa przeszkody. A pod spodem wszystkiego leży praindoeuropejska bogini-klacz - irlandzka Macha, walijska Rhiannon, indyjska Saranyu, która uciekając przed mężem zmieniła się w klacz i zrodziła bliźnięta. Sabina nie jest żadną z nich. Jest tym, co zostało z nich wszystkich, kiedy doszło aż tutaj - na piaszczystą drogę między Wołyńcami a Przyworami.

Sabina, piosenka i wino

Sabina ma już swoje drugie życie. Kto zna utwór „Obiekty w lusterku są bliżej niż się wydaje” zespołu Graudance, ten zna i ją - bo to o niej, o lesie, o godzinie, w której przeszłość siada za tobą i nie chce wysiąść. Na koncertach, przed tą piosenką, czasem padało jej imię. Teraz wraca też tutaj, w słowie.

I na butelce. Nasz rocznik 2024 nosi imię Sab(w)ina - bo wino z tej ziemi pije dokładnie do tej historii: ciemne, leśne, takie, które zostaje z tobą trochę dłużej, niż się spodziewasz. Etykieta to ukłon w jej stronę.

Sabwina - wino białe 2024, Winnica Pustkowie. Etykieta z ilustracją Sabiny - kobiety z głową konia.

A jeśli zdarzy ci się wracać od nas wieczorem przez ten las - nie patrz za często w lusterko. Albo patrz. Sabina i tak już wie, że tędy jechałeś.


Znasz inną wersję tej legendy albo słyszałeś coś jeszcze o lesie pod Wołyńcami? Napisz do nas - zbieramy te opowieści, zanim znikną.